Moje lustrzane podróże biblioteczne trwają. Tym razem odwiedziłam Białystok, aby zajrzeć do wyjątkowo nostalgicznego miejsca. Chcę pokazać Wam Nerdotekę – bibliotekę, do której popkultura wjechała na pełnym speedrunie. Zapraszam do środka i do obejrzenia wyjątkowego wywiadu z jej pomysłodawcą.
Niedawno, bo 25 maja 2026 roku w Książnicy Podlaskiej im. Łukasza Górnickiego otwarto Nerdotekę – przestrzeń zapowiadaną jako pierwsza w Polsce biblioteka popkultury. Pojechałam tam z ciekawości. Chciałam zobaczyć, co przygotowano dla czytelników, ale także poszukać inspiracji dla bibliotekarzy. Już na początku warto podkreślić jedną ważną rzecz: Nerdoteka powstała bez zewnętrznych dofinansowań. To efekt pasji, zaangażowania i inicjatywy samych bibliotekarzy.
Nie oceniaj po nazwie
Zaintrygowała mnie już sama nazwa. Wiem, że nie wszyscy odbierają ją pozytywnie, dlatego postanowiłam sprawdzić, co naprawdę kryje się za tym pomysłem. Sama nazwa Nerdoteka może budzić mieszane skojarzenia. Dla jednych „nerd” to dziś określenie pasjonata i osoby zafascynowanej swoim hobby, dla innych wciąż brzmi jak etykieta kojarząca się ze stereotypami. Właśnie dlatego chciałam zobaczyć to miejsce na własne oczy. Po wizycie mam wrażenie, że nazwa nie wyklucza. Wystarczy ciekawość, która wprowadzi nas w świat popkultury.
Tu historia ma wiele formatów
Nerdoteka zajmuje jedno pomieszczenie na piętrze książnicy. Kiedy przekraczam próg, miałam wrażenie, jakby ktoś otworzył portal do dzieciństwa, dorzucił sporą dawkę geekowskiej energii i powiedział: „macie, bawcie się dobrze”.
To nie jest biblioteka, która prosi, żeby mówić ciszej. To biblioteka, która rozumie, że dobra opowieść może mieć wiele formatów: książkę, komiks, planszówkę, grę komputerową, film na kasecie VHS, podręcznik RPG czy ekran konsoli.
Atmosfera jest swobodna i naturalna. Nerdoteka jest miejscem dla wszystkich, którzy kochają historie – niezależnie od tego, czy odnajdują je w książkach, mangach, komiksach, filmach, grach czy planszówkach.
Nie odcina się od tradycyjnej biblioteki. Wręcz przeciwnie – rozszerza jej możliwości. Dodaje kolejne wejścia do świata literatury i kultury. Ktoś przyjdzie po planszówkę i wyjdzie z komiksem. Ktoś zacznie od gry, a skończy z książką pod pachą. Ktoś zajrzy z ciekawości, a zostanie na dłużej, bo odkryje ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Tutaj nikt nie pyta, czy wypada grać w bibliotece. Oczywiście, że wypada. Czytać komiksy? Jak najbardziej. Wracać do światów anime, fantasy, science fiction, potworów, questów i historii, które kiedyś nie pozwalały nam spać? Tutaj wręcz trzeba. To miejsce, w którym nie tylko poznaje się opowieści, ale można do nich wejść – trochę jak podczas sesji RPG.





+100 do nostalgii
Najmocniej działa tutaj… nostalgia. To właśnie nagromadzenie przedmiotów i sprzętów z różnych dekad sprawia, że uśmiech pojawia się niemal automatycznie. Na regałach czeka około trzech tysięcy komiksów. Do dyspozycji odwiedzających jest niemal siedemset planszówek oraz wiele innych zbiorów.
Są filmy na DVD i kasetach VHS, magnetowid oraz kineskopowy telewizor, który dla młodszych odwiedzających może być już eksponatem muzealnym. Jest gramofon i kolekcja winyli. Miłośnicy nowych technologii również znajdą coś dla siebie – czekają na nich konsole oraz stanowisko VR. A to dopiero początek, bo historia Nerdoteki dopiero wystartowała z misją.








Od pomysłu do realizacji, czyli kulisy Nerdoteki
Podczas wizyty rozmawiałam z Sebastianem Kochańcem – pomysłodawcą Nerdoteki. Nasz wywiad układał się trochę jak quest log tej niezwykłej przestrzeni. Rozmawialiśmy o tym, co było pierwsze – marzenie o bibliotece popkultury czy przekonanie, że nerdów w Białymstoku jest znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać. Pytałam o największy efekt „wow”, o odpowiedź dla tych, którzy twierdzą, że biblioteka nie jest miejscem na gry, mangę czy komiksy, o idealny pierwszy quest dla nowych odwiedzających, plany rozwoju, wpływ użytkowników na przyszłość tego miejsca, godziny otwarcia oraz marzenia, które dziś wydają się szalone, a jutro mogą stać się rzeczywistością. I oczywiście nie mogło zabraknąć pytania o DLC dla Nerdoteki. Gdyby za rok miała otrzymać własny dodatek, co znalazłoby się w jego zawartości? Zapraszam do obejrzenia całej rozmowy.
Miejsce, do którego chce się wracać
Po wyjściu z Nerdoteki pomyślałam o jednym określeniu – to popkulturowy save point. Miejsce, w którym można odpocząć, pograć, porozmawiać, wypożyczyć coś ciekawego, spróbować czegoś nowego albo wrócić do dawnych fascynacji.
Od czasu do czasu można tu spotkać nawet superbohaterów – i to całkiem dosłownie. Podczas – już trzeciego – Podlaskiego NerdFestu uczestnicy mogli wziąć udział w wydarzeniach poświęconych cosplayowi, RPG, gamingowi, mandze, anime czy warsztatach tworzenia kostiumów. Będą też kolejne inicjatywy. Jednym z pomysłów jest konkurs polegający na dopisywaniu dialogów do komiksowych bohaterów namalowanych na ścianach. Inną propozycją jest Klub Ojców – przestrzeń, w której ojcowie razem ze swoimi dziećmi będą mogli dzielić się pasją do retroświata i wspólnie odkrywać jego uroki.
Same ściany zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Wszystkie murale powstały dzięki pracy bibliotekarzy. Podobnie jak wiele elementów wystroju. Dbałość o detale, kolorystykę, neony i klimat sprawiają, że wnętrze jest spójne i autentyczne. To nie wygląda jak aranżacja przygotowana przez zewnętrzną firmę. To miejsce stworzone przez ludzi, którzy naprawdę kochają popkulturę.






Level up dla biblioteki
Wnętrze Nerdoteki przypomina bardziej pokój marzeń niż tradycyjną bibliotekę. Taki pokój, jaki wielu z nas chciało mieć jako dzieci. Nie chodzi tu wyłącznie o wypożyczanie zbiorów. To przestrzeń zaprojektowana do wspólnego spędzania czasu, spotkań, rozmów i budowania społeczności – niezależnie od wieku. Trochę klub fanów, trochę centrum kultury, a jednocześnie wciąż biblioteka. I chyba właśnie to podoba mi się najbardziej.
Nerdoteka nie próbuje być „cool”. Ona po prostu taka jest. Wyszłam z przekonaniem, że Książnica Podlaska zyskała miejsce, które świetnie uzupełnia jej działalność i pokazuje, że współczesna biblioteka może rozwijać się bez utraty swojej tożsamości.
Jeśli będziecie w Białymstoku, naprawdę warto tu zajrzeć!
Na koniec ogromnie dziękuję Sebastianowi Kochańcowi za rozmowę, przyjęcie i sporą dawkę inspiracji oraz za stworzenie cool miejsca. Towarzyszył mi Paweł Morawiec, którego superfotografie możecie podziwiać.



