spot_img

Piekło czytania

Uwaga, ten tekst jest przeznaczony tylko dla czytelników o mocnych nerwach. Nie czytaj, jeżeli jesteś bibliotekarzem i czytelnikiem. W materiale recenzja pewnego tekstu, który pokazuje ciemniejszą stronę czytania Polaków. Skalę szarości zmierzając ku otchłani zobaczymy też w wyborach lekturowych młodych, a istną czarną dziurę na rynku wydawniczym.

Krytyczny tekst o czytelnictwie i negowaniu większości książek znajdziecie w serwisie Polonia Christiana. Niby w zamyśle miał poruszać tematykę jakości czytanych i wydawanych książek, a tymczasem poprzez wybór akcji i publikacji o zabarwieniu erotycznym jasno wskazuje jakich książek autor sobie nie życzy na rynku wydawniczym. Czy zatem wszyscy czytający trafią do piekła? Czy za niedługo znów będziemy mieli listę ksiąg zakazanych?

Na artykuł natrafiłam przypadkiem, ale stwierdziłam że nie zaszkodzi go przeczytać i poznać zdanie na temat czytelnictwa przedstawiciela serwisu o tematyce religijnej. Już na wstępie zaintrygował mnie wymowny tytuł „Czytasz książki? To jeszcze nie powód do dumy”.

Odnoszę wrażenie, że autor tekstu Józef Olender (o którym nie podano nigdzie informacji i nie znajduje się w gronie redakcji PCH24), specjalnie wybrał akcje promujące czytelnictwo oraz książki o podłożu erotycznym i ich ekranizacje.

Zacznijmy od akcji, która jak twierdzi w opublikowanym tekście w serwisie pch24.pl jest jedną z najpopularniejszych w Polsce i wywołuje „uczucie słusznej żenady”, czyli „Nie czytasz? Nie idę z tobą do łóżka”. Podobno zamiast zachęcenia do sięgania po lekturę sprowadza ona do [cytat] „czytania do hedonistycznych uciech o erotycznym zabarwieniu”. Boję się pomyśleć, jak zostanie odebrane to co robią organizatorzy tej akcji, a mianowicie zapraszają ludzi do łóżka z książką – sama takie zdjęcie zrobiłam kilka lat temu, ale dla zabawy, pokazania że nawet w tak banalny sposób można afiszować się z książką. Czy może należę do grona celebrytów fotografujących się z książką, o których także pojawił się wątek?

Plusem tego wydarzenia, które miało miejsce w Katowicach, było też to że organizatorzy przebrali się za postaci z książek, wykazali się wysiłkiem i rozdawali książki. Akcja nie ma żadnych wskaźników pokazujących czy rzeczywiście ludzie czytają książki w łóżku (albo poza nim) lub może zasypiają przy lekturze. Ważne, że wszyscy przy tym dobrze się bawią. Prosty przekaz to dobra zabawa. Cóż chwytliwość hasła zrozumieją tylko marketingowcy.

piekło czytania

Następnie, w artykule poruszana jest seria „Pięćdziesiąt twarzy Greya” „opowiadająca historię tak miałką i wulgarną, że nawet jej największym fanom wstyd się przyznać do jej lektury”. Słusznie zostało zaznaczone, że ludzie przeczytali ją dla żartu, bo i mogło tak być – nie przeprowadzałam badań w tym zakresie więc nie mogę stwierdzić jakie były powody sięgania po powieść E.L. James. Jednak mimo to ludzie przeczytali ją dla żartu (i co gorsza obejrzeli jej ekranizację). Może i ten tytuł jest miałki, ale przynajmniej wiemy, że ktoś go przeczytał. Pamiętam, że w momencie ukazania się Greya czytelnicy bibliotek czekali nawet kilka miesięcy, aby wypożyczyć pierwszą część serii.

Na kolejny ogień idzie twórczość Janusza L. Wiśniewskiego… i tu robi się gorąco! Toż to istny skandal, bo autor odwiedza także biblioteki. Zdaniem Józefa Olendera książki Wiśniewskiego to pruderyjne pokazanie niewierności w każdej formie. W ten sposób można uznać, że każdy kto przeczytał wskazane książki znajdzie się w piekle. A może warto byłoby odwrócić sytuację i pogratulować autorowi książki „Wszystkie moje kobiety. Przebudzenie” po prostu wyobraźni?

Interesujący wątek, który zauważył autor recenzowanego przeze mnie tekstu poświęcony jest youtuberom wydającym książkowi – zdaniem Józefa Olendera, nie mają nic ciekawego do powiedzenia. Nie ma wskazane o kim dokładnie mowa, ale odbiorca tekstu może błędnie zrozumieć, że o każdym. Więcej o tym poniżej.

Jeszcze bardziej negatywny wydźwięk ma teza, że wydawcy wprowadzają na rynek książki, których treść niszczy, bo pokazuje jak „zalać się kawą” czy „ciągnąć po żwirze”, a co gorsza podpalić – szkoda że nie zostały podane nazwy wydawnictw i tytuły książek, szybciej można byłoby trafić na Road no. 66. Zgodzę się, że nie można faszerować treści książek czymś co nakłania do złych czynów, ale z drugiej strony wszystko mamy podane jak na tacy w ciemnej stronie internetu i wcale nie musimy w tym celu czytać książek. Strach pomyśleć za kogo uznałby autor tekstu osoby zajmujące się biblioterapią… Warto podać przykład: jeżeli biblioterapeuta prezentuje dzieciom książkę, która opisuje pracę dentysty – to czy w tym momencie pokazania dziecku jak wyrywa się ząb (a niech jeszcze w książce znajdzie się ilustracja przedstawiająca krew wskutek wyrwania jedynki) pokazujemy mu drogę do stania się sadystą?

Dobrze, że w artykule znajdziemy odwołanie do badań stanu czytelnictwa w Polsce (lead niezwykle intrygujący, ale spełnił swoją rolę, bo przeczytałam cały tekst). Na przekór podlinkuję do źródła. Zajdziecie tu m.in. odpowiedź na pytania, które zacytuję: „Czy zatem przygotowanie krewetek w tempurze może być rozpatrywane jako chwila z książką w ręce?” oraz „Czym karmi się młodych?”. Na zakończenie artykułu jego autor dochodzi do wniosku, że można przeczytać dobre powieści na wysokim poziomie, ale dalej nie wiadomo jakie to są, bo nie polecono żadnej.

W niektórych przypadkach autor po prostu użył złych słów. Zgadzam się, że każdy powinien wybierać lektury świadomie, takie które niosą po przeczytaniu wartości i nas nie ogłupiają. Warto zwrócić też uwagę na poruszaną kwestię wydawania publikacji niskiej jakości – to powszechne zjawisko i jak słusznie zaznacza w większości 17-letni youtuberzy zawdzięczają wydanie książki temu że są popularni, a dla wydawnictwa to czysty zysk. Nie możemy też powiedzieć, że osoba która przeczytała książkę o Greyu jest zdeprawowana, ważne jest to że w ogóle coś czyta. A może właśnie taki Grey przyciągnie do przeczytania innej książki, tym razem już ambitnej. Każdy może dokonywać wyborów i czytać co chce.

piekło czytania

Dobrze, że w tekście nie ma nic o bibliotekarzach, którzy polecają książki E.L. James i Janusza L. Wiśniewskiego, a co gorsza kupują je na biblioteczne regały i wypożyczają do domów, gdzie zapewne czytelnicy następnie kierują się z lekturą do łóżka.

Bibliotekarze, ciekawa jestem czy powołacie się na klauzulę sumienia, gdy następnym razem czytelnik poprosi was o „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, „Morderstwo w Orient Expresie”, „Ja, inkwizytor” albo „Wiedźmina”. Czy jeżeli bibliotekarka, która poleci „Pamiętnik narkomanki” stanie się dealer’em narkotyków i spowoduje, że czytelnik po nie sięgnie, a w konsekwencji nawet przedawkuje. Niejako idąc tym tropem może nie tylko treść tego co jest opisywane na stronach książki przyczyni się do jego śmierci, ale i bibliotekarz, który stanie się w tym momencie pośrednikiem. Musimy się chyba zastanowić nad pośrednictwem i wprowadzić cenzurę na niektóre pozycje…

- Advertisment -